|
 |
Dziennik podróży po kraju czyli wakacje przez cały rok.
Choć to nie jest za bardzo prawda, to jakże miło brzmi - inaczej
mówiąc:
tam i z powrotem.
|
|
|
maj
druga wyprawa majowa
|
Druga wyprawa majowa to
..łódzkie. Okolice Zalewu Sulejowskiego ale najpierw do Tomaszowa
choćby na dzień.. a tam przebudowa drogi i ..jeżdżę w kółko, ale
tylko chwilę, bo kierunek już pamiętam z zeszłorocznej wyprawy i
bardziej kierując się słońcem jak drogowskazami wyjeżdżam na
południe z miasta. Nie mam czasu na Niebieskie Źródła, ale polecam
koniecznie, czekają na mnie w Treście. Pierwsi gospodarze i ..proszą
na śniadanie, "bom z dalekiej drogi", a ja dopiero półtorej godziny
za kółkiem. Miło sympatycznie i wesoło jakbym starych i miłych
przyjaciół odwiedzał. Rok ledwo minął, a tu zawsze jakieś zmiany,
czyli w agroturystyce myślą bardziej perspektywicznie jak przy
remontach dróg w Warszawie i innych miasteczkach. Jeden gospodarz z
dumą prezentuje nowy kominek, ba sam chciałbym mieć taki, w drugim
gospodarstwie kucyki, tylko wyszczotkować i dzieciarnia
rusza na wycieczkę, w trzecim ogród cudo, jeszcze dopieszczony z
obowiązkowym skalniaczkiem. Po Treście, Karolinów, najpierw wnętrza
jak w eleganckim hotelu + sala jadalna też z kominkiem to oczywiście
agroturystyka, inna propozycja w tej samej wsi to dom pod lasem,
gdzie cichy ogród i ..sąsiedzi w dystansie. Ośrodek Wypoczynkowy też
jest wśród sosen, jeszcze miły spokój, ptaki dokazują, pies ogromny,
znudzony nawet nie sporzy na moje nogawki. Jakoś nie bardzo wyglądam
mu na listonosza.
Jadę na drugą stronę Zalewu do Bogusławic. Wieś słynna niegdyś z
dużej stadniny i PGR-u po którym niskie zabudowania przy wjeździe do
wsi, a i jakiś tam wielbiciel trunków tanich przy drodze siedzi.
Stadnina ogierów funkcjonuje nadal i cieszy się podobno dużym
powodzeniem. Potem Spała, miejsce mało jeszcze przeze mnie
rozpoznane, choć od pierwszej chwili sympatyczne bo głodny byłem
okropnie, a tu zaraz przy głównej drodze.. grill płonie kotlety
skwierczą - no to karkóweczka i kolacja razem ze spóźnionym obiadem.
Smacznie i niedrogo. Miejsce słynne nie z karkóweczki. a siedziby
letniej przedwojennych prezydentów i powojennego Centralnego Ośrodka
Sportu. Teraz ośrodków tu wszelkich moc, odremontowane, atrakcji
wiele a ja śpię.. Śpię w schronisku młodzieżowym Granamar (jeśli
nazwy nie pomyliłem) pokoje skromne, ale łazienka z ciepłą wodą,
prysznicem i telewizor w pokoju - kto to widział w tanim schronisku
- takie teraz czasy. Miło i tanio. Nawet wycieczka wesoła dziatwy
szkolnej po 22 padła zmęczona i noc spokojna. Odwiedzam następnego
dnia Zakościele gdzie zawsze milo można porozmawiać z sołtysem,
który piękny dom prowadzi jako agroturystyczny wypoczynek. I tu
komputery, telewizja satelitarna jak na porządną wieś przystało, a i
radio "Szarotka" jako eksponat domowego muzeum przydaje blasku przy
telewizji "n". Dla młodszych słuchaczy potrzebne jest wyjaśnienie,
że "Szarotka" to pierwsze polskie radio tranzystorowe, wielkości
sporej damskiej torebki. Ale noszone bywało kiedyś dumnie na
ramieniu, a dziś to eksponat z czasów PRL-u.
Żeby nie tracić czasu na dojazdy z łódzkiego do Warszawy - jadę od
razu w świętokrzyskie - bo to przecież po drodze (w zasadzie).
Najpierw do Buska Zdroju gdzie coraz więcej pensjonatów się
reklamuje, a i przyjaznych gospodarzy nie brak - w propozycjach
noclegu mogłem wybierać..
Na Bajkowej najprzyjemniej bo choć w sercu uzdrowiska, ale jakby
nieco na uboczu. Park zdrojowy bez zmian, a tuż obok, niby skromny,
a w sumie dość obszerny pensjonat Gosia. Oddalony od ulicy, ale to
chyba 20 - 30 metrów i ma to małe znaczenie, bo i na niej ruch
niewielki (zamknięta część spora dla ruchu kołowego). Pokoiki z
uroczymi balkonikami, jasne, śliczne, czyste bardzo mi się podobało,
z usług miłej Pani kosmetyczki też można skorzystać jak ktoś lubi.
Ja bym tam poszedł obok zaraz na piwo zimne z beczki i rybę. Inna
spokojna ulica - z drugiej strony Parku Zdrojowego to ul.
Kusocińskiego, gdzie ośrodek sportowy i podobno w tenisa też można
pograć, a w każdej willi prawie - pokoje gościnne. Same sympatyczne
bo i Ula, i Elżbieta, a za nimi Ewusia. Właściciele nadają
imiona dziewcząt od ukochanych córek, albo wnucząt. Pod 4-ką
oprowadza mnie i pozuje do zdjęć 4-letnia rezolutna dziewczynka. Od
razu zdjęcia zyskują przez radosny uśmiech dziecka.
Inne zdjęcia zupełnie robię następnego dnia, po wizycie w ośrodku
hipoterapii w Wolicy, to rezerwat skalno-stepowy "Skorocice".
Oczywiście jeszcze nie miałem czasu jeszcze zdjęć wkleić - jako
ciekawostki z okolic Buska. Ale warto tu zajrzeć. Spacer najwyżej na
godzinkę - jest to jak się doczytałem na zaniedbanej nieco tablicy:
wąwóz krasowy powstały w podłożu gipsowym. Rwać nic nie wolno bo i
po co, a wąwóz bardzo ciekawy i roślinność taka jak: wężymord
stepowy, miłek wiosenny, śniedek cienkolistny, zawilec
wielokwiatowy, a i gęsiówka uszkowata ma się tu trafiać, jak i
sierpik różnolistny, jaskier iliryjski czy przetaczniki wczesny.
Idealne nazwy na pseudonimy niektórych polityków, ale my się na
polityce nie znamy i nie będziemy się znać, bo są weselsze zajęcia
choć mniej dochodowe. W każdym razie wędrując tym wąwozem co chwilę
jakiś blask spod nóg albo ze ścian pociętych warstwowo. No i jak
kryształy - kamienie rożne, zbierać można, jeden wożę ze sobą do tej
pory na szczęście, ale malutki, więc jak to zabytek Europejski to
zaraz oddam i na miejsce odwiozę. Liczne jamy chyba po potokach
jakiś, bo złota tu raczej brak, ale i butelka po napoju znanym tylko
jedna jak na taki obszar duży, to ewenement.
W Busku odwiedzam jeszcze Zamek Deresława, nie dość że kawiarni ma
ze 3, to jeszcze historię ciekawą. Jeszcze tylko skok do Wiślicy,
gdzie w "domu nad łąkami" kotki małe - właśnie na świat przyszły, a
z okien cudne widoki; albo na historię dawną, albo na łąki bezkresne
i zielone. Koniec podróży to Stopnica. Zapisałem sobie, ze mam
odwiedzić gospodarstwo agroturystyczne szukam i szukam, a to Zajazd
Mateo - z pięknym podjazdem, schodami w marmurach, żelazem kute
bariery, winda szybkobieżna i .. nalewka na śliwce Damacha - podobno
przecudnej przedwojennej urody, ale nie dostąpiłem zaszczytu z
powodu przepisów drogowych. Kierowcy piją czasem też, ale raczej
niechętnie. Sale takie że tylko siadać i zamawiać, ale najpierw
rączki umyć, bo czysto tu niesłychanie, a wnętrza eleganckie
niezwykle. Dekoracje ciekawe bardzo pasujące do wystroju, ogólne
wrażenie szalenie przyjazne. Kuchni nie próbowałem ale niech ja tam
jeszcze raz wpadnę .. a łoża jakie szerokie, nic tylko ..pomarzyć
aby kiedyś w swoim domku jakieś takie zamontować i pospać nareszcie
.. w poprzek. |
|
maj
pierwsza dekada
|
W tym roku to pierwsza dopiero
wyprawa, ale za to jadę na piękne, spokojne i gościnne Podlasie.
Tradycyjnie wyjazd rankiem co zawsze daje satysfakcję, oni wszyscy w
korkach do stolicy, a ja ..uciekam - w siną dal. Czyli jeszcze w
miarę płynnie przejeżdżam Aleją Solidarności bo już za pół godziny..
całodzienne czekanie na wrzucenie drugiego biegu. Jeden pas ruchu,
aż do szpitala albo do niedźwiedzi (ZOO). Tankuję na stacji JET, co
podobno przeszła do firmy Łukoil, a i tak taniej jak na
jakiejkolwiek Orlenu. Mijam Radzymin, Wyszków i z obwodnicy Ostrowi
Mazowieckiej na wiadukt, który kieruje mnie na drogę 677 prosto do
Łomży. Droga już częściowo remontowana, czyli z okropności
zeszłorocznych można odjąć 20 %. W Łomży bez zmian. Co drugi
samochód, posuwa się powoli, czasem nawet chyłkiem, wszystkie z
literą "L". Szkolą się wszyscy, choć najmniej tablic miejscowych.
Oddycham z ulgą po minięciu stadionu piłkarskiego, już Piątnica i
droga na Wiznę. Najpierw odwiedzam Pana Ptaszyńskiego, rozkochanego
w nadbiebrzańskiej przyrodzie. Tym razem przeglądamy album zdjęć
poświęcony wyłącznie batalionom. Ten ptaszek brodzący prawie w
zaniku gdzie indziej, tu na bagnach Biebrzy jeszcze przylatuje
zakładać gniazda. Stąd miłośnicy tego ptaszka czatują już od marca w
okolicznych mokradłach z aparatami. Podobno na 300 zdjęć można uznać
2-3 za udane, tak ostre są kryteria zawodowców od fotografowania
tych ptaków. Miła, nieco, senna miejscowość, z parkiem zamiast
rynku, co jest tylko zaletą. Bohaterem Wizny jest kapitan Ragnis,
bohaterski obrońca odcinka w 1939 roku. Temu bohaterowi wojennemu
poświęcony jest też kącik u Pana Ptaszyńskiego. Odwiedzając Wiznę i
podglądając ptaki natkniemy się na szańce obronne i ciekawe historie
tej ziemi. Z Wizny do Sulina tylko krok a tam, u Państwa Nadolnych
już nie gospodarstwo agroturystyczne, a piękny pensjonat z salami do
bankietów i przyjęć. Nic dziwnego, że koczują tu Anglicy i tłumaczą:
Ela - Wizna, czyli gospodyni pojechała, ale zaraz wróci. Wracam na
zachód kilka kilometrów, żeby odwiedzić Olszyny - Kolonię. U Państwa
Rydlów wyżerka wspaniała z zaskoczenia prawie. Na pytanie czy lubię
rybę, odpowiadam twierdząco i zaraz wjeżdża ogromny półmisek; ryba w
jarzynach czyli "po grecku", a do tego tak tylko do spróbowania,
półmisek drugi z szyneczką, kiełbaską, salcesonem i pasztetem.. ta
tylko, do spróbowania. No i jak tu "trzymać linię"? Umówiłem się w
południe w Łomży, więc zawracam z powrotem. Najpierw spotkanie w
hotelu Gromady, elegancki kolos pięknie położony na skarpie z
widokami hen daleko na Narew, choć architektonicznie nieco w stylu
końca lat 70-tych.
W pobliskiej Piątnicy miłe spotkanie w hotelu Baranowski. Obsługa
młoda i bardzo sympatyczna, z uroczą szefową hotelu kontakt prawie
natychmiastowy. Wszyscy przy komputerach, kilkoma stuknięciami
sprawdzają moje opowieści o portalu 123noclegi, co przekłada się na
szybkie ustalenie nowej reklamy dla hotelu. Wnętrza ciekawe, oberża
"Pod czarnym baranem" cała w uprzężach, starych naczyniach i
sprzętach gospodarskich.
Z Piątnicy czas na Goniądz, ale ja nikogo nie goniąc, jadę jeszcze
do "Mamuciej Doliny". Wieś Szostaki się nazywa, a Pan Marek szef i
właściciel właśnie umawia się z ornitologami, którzy chcą tu mieć
kwaterę na dni parę. Można wynająć osobne domki, nikt nikomu nie
przeszkadza, a przez lunetę sam rok temu łosie podglądałem.
Dzień się kończy czas na odpoczynek w gościnnym domu Pani Ani
Okulczyk w Goniądzu. Mam tu nocleg w pokoju z balkonem, obok
łazienka z wanną ogromną - woda gorąca, żyć nie umierać. Po południu
uczestniczę w zebraniu Stowarzyszenia Agroturystycznego, gdzie
przysłuchuję się planom wyjazdowym na najbliższy niedzielny jarmark
agroturystyczny. Podział pracy na miejscu; kto zabiera pierogi,
kiełbasa swojska, ogórki, nalewka miejscowa i inne smakołyki,
wyplatane koszyki także. Gmina zapewnia transport tam i z powrotem -
tak dba się o promocję regionu.
Po zebraniu odwiedzamy samodzielny dom, który czeka na Gości w
Łazach - Koloni, pomiędzy Goniądzem i Osowcem - Twierdzą
(fortyfikacje carskie z XIX wieku). Jedzie się do tej sadyby drogą
gruntową przez las, aby po chwili znaleźć się na polanie gdzie
piękny stylowy dom. W nim meble i wystrój jak z dawnych domów
wiejskich, ale nie jest to skansen, a fajny 5-cio pokojowy domek
który cały można wynająć i cieszyć się oddaleniem od ludzi, choć do
Dyrekcji Biebrzańskiego Parku Narodowego tylko 1,5 km. Na miejscu
rowery, a jak trzeba to i jedzenie mili gospodarze dowiozą. Jedyna
stodoła jaką widziałem, gdzie można palić ognisko - na kamiennym
kręgu palenisko, a nad ogniem ogromny okap blaszany, że iskierka się
nie przemknie, wokół stare sprzęty gospodarskie, ogromne stoły do
biesiadowania w każdą pogodę. Podobno w pobliżu w podobnej siedzibie
kabaret Mumio wypoczywa, przygotowując zapewne nowe numery.
Rano skromne śniadanko czeka na mnie w jadalni: ser pyszny biały,
miód, masełko, półmisek wędlin, bułeczki miejscowe, chleb, cudowne
chrupiące ogórki kwaszone, a na deser wiadomo sękacz. No i jak tu
jechać dalej?
Następne spotkanie w centrum Goniądza, a właściwie tuż obok rynku, a
ruch tam taki, że jeden samochód przejedzie co 15 minut a i tego nie
słychać bo pokoje wychodzą na piękny ogród. Po krótkiej wizycie,
jadę do wsi Dawidowizna. U Pani Marianny Kramkowskiej jestem chyba
po raz trzeci, za każdym razem jakieś zmiany. Dom, albo rezydencja
raczej otynkowane na nowo, pokoje z nowym wystrojem wszystko w
pięknym drewnie, zieleń i kwiaty wokół. Odbiera mnie stamtąd sam Pan
sołtys, który ma kolejny numer we wsi, ale dojechać trzeba z półtora
kilometra - zupełnie jak na niektórych warszawskich osiedlach.
Obrazek piękny po drodze podziwiam - traktor ciągnie pług, a za nim
bocianów chyba ze 20, szukają smakołyków, za to od aparatu usuwają
się. Zdjęcia można robić ale tylko w locie. Zupełnie jak niektórym
dostojnym politykom. Domek wiejski uroczy, a w stodole pokoje także
i to z kuchnią i łazienką. Wolę mieszkać w stodole, ale kiedy.. Po
miłym omówieniu spraw ważnych i istotnych, oglądamy jak się bociany
kłócą, bo gospodarski bocian musiał nakrzyczeć na intruza co go z
gniazda chciał przepłoszyć. Miły gospodarz na drogę zaopatrzył mnie
w pierogi i nalewkę, którą zowią tutaj "dziobnięcie bociana".
Faktycznie gorące dziobnięcie, co stwierdzam dopiero wieczorem.
Wracam przez Zucielec fajną wioskę co się na trzy wsie składa razem
z Trzciannem (gmina) i Zubolem. Potem Gugny już w samym sercu
Biebrzańskiego Parku Narodowego i Dobarz, gdzie piękny dwór z
ogromną stylową karczmą.
Szef Dobarza, sam kopie w ogrodzie, oczka wodne zakłada, ciągle coś
ulepsza. Zbiór starych maszyn do szycia w puszczy też robi wrażenie,
a wszystko do siebie pasuje idealnie razem z radioodbiornikami z
wczesnego PRL-u.
Chmury ciemne nadciągają, straszyli deszczem - więc wracam do
Warszawy. Chcę inną trasą jak dojechałem i w końcu nomen omen jadę
krętą drogą na Knyszyn przez wieś Stare Bajki, i jak w bajce ląduję
w Tykocinie, gdzie bruki średniowieczne przyprawiają mnie o stan
przedzawałowy. Samochodzik wiekowy i okropnie nie lubi takich
nawierzchni. Jak już widzę tablicę - Warszawa, nie zastanawiam się i
białostocką trasą jadę spokojnie ku domowi. Bez korków i stresów,
ale do czasu. Ledwo dojeżdżam przed godzinami szczytu do
warszawskiego Zacisza, już wlokę się na pierwszym biegu, przez
Wisłę, na palcu Bankowym jakby lepiej nareszcie, ale temperatura
oleju w sam raz do pierogów w bagażniku. Pierogi degustuję
wieczorem, ciasto idealne, mięsko bez dodatków uszlachetniających
jak to bywa w warszawskiej garmażerce. Od wtorku ruszam nad Zalew
Sulejowski, potem Busko-Zdrój. Samochodziku mój - wytrzymaj jeszcze
te drobne kilka tysięcy w tym sezonie. Piękny mamy kraj i
ludzie ciekawi, wystarczy życzliwie i serdecznie porozmawiać. W
końcu to nie Sejm, a Polska właśnie. Na trasie wpadłem na pomysł
ciekawy. Mam domenę ukochanykraj.pl więc idealna nazwa na
prezentację agroturystyki z elementami folkloru, ciekawostkami
etnograficznymi, przepisami kulinarnymi gospodyń odwiedzanych -
roboty na całą zimę. |

|