|
wrzesień,
druga połowa
|
W drugiej połowie września,
wybrałem się do Krynicy, przez ..Kościan. Sytuacja wielce osobliwa,
bo to tak jakby jechać z Warszawy nad morze - przez Lublin. Ale też
można. Umówiłem się z miłym klientem, że mu dostarczę przewodniki do
domu, bo i tak będę jechał na południe. Oczywiście umawiałem się z
człowiekiem z Kościana, będąc święcie przekonany że to chodzi o
Konin. Podobno przy sklerozie można się nachodzić, ja musiałem się
nieco najeździć. Mogłem podziwiać jak ładnie się remontują
autostradę A1, a i tak płacić trzeba. W każdym razie trening jazdy
precyzyjnej mam za sobą, bo cała kolumna samochodów pędziła z
prędkością 80 - 90 km/godz., pomiędzy pasiastymi pachołkami
nakazującymi jazdę jednym pasem. Oczywiście dozwolona prędkość była
40, ale każda próba wolniejszej jazdy powodowała, że wielka stalowa
szafa za mną, usiłowała wjechać mi w bagażnik. Na szczęście kierunek
Łódź w miarę nowy to jeszcze bez remontów i dodatkowych bramek ..do
płacenia. Autostrady nasz jakoś głupio urywają się, bo z jednej
strony w chaszczach dróg lokalnych pod Nowym Tomyślem, z drugiej
jakimś skomplikowanym i zakorkowanym skrzyżowaniem pod Sieradzem.
Czy w ogóle kiedyś polecą dalej te trasy - nie wiem. Na pewno
kolejny minister, coś tam obieca, oczywiście po uchwaleniu nowego
podatku, który też oczywiście powinien obciążyć tych co na rower nie
mają. Aż głupio patrzeć na te drogi w obcych krajach i dalekich,
gdzie czasem i po sześcio-pasmówce śmigają, a w drugą stronę tak
samo. Czy kiedyś ktoś pomyśli. że może być i u nas czteropasmowa
jakaś, co na 20 lat starczy? Dla odmiany w jeździe szalonej,
wybieram wolniejsze trasy drogami wojewódzkimi. Nie dość że coraz
lepsze, to i mniej uczęszczane, trzeba tylko dobrze w mapę zerkać,
albo w odpowiedni ekranik GPS-u, jak kto ma. Ja kilkakrotnie
musiałem zawracać, bo na mapie w prawo, a w życiu jakby ukośnie. Na
szczęście słoneczko na niebie, więc ogólnie można obrać kierunek,
południe - wschód i jazda.
W ten nieco skomplikowany
sposób, ale i nie nudny, dojechałem do Krynicy Zdroju. Ostatni raz
byłem w tym słynnym górskim kurorcie tak dawno, że prawie żadnych
porównań. Kiedyś jechałem tu autostopem, bo tak było szybko, łatwo i
przyjemnie. Krynica piękna, domy odnowione, dawnym przedwojennym
willom i pensjonatom przywraca się styl i koloryt pięknego 20-lecia.
Są też domy nowe, jak plomby ze szkła, które na ogół dobrze się
komponują z otoczeniem. Znalazłem pensjonacik, gdzie spanie za 32-35
zł od osoby, a do tego łazienka z prysznicem i mały telewizorek na 5
programów. Żyć nie umierać. Ceny zapewne nieco posezonowe, ale czy
jesienią, nie najpiękniej właśnie w niewysokich górach.
Spenetrowałem trochę niektóre uliczki, niektóre cenniki i
jadłodajnie. Najbardziej do gustu przypadły mi ulice; Świdzińskiego
i Leśna, gdzie pensjonaty jeden przy drugim, każdy inny i z nieco
inną ofertą. Jak gdzieś nieco drożej to już i parking i śniadanie
wliczone. Jeden z oryginalniejszych to artHotel Nikifor.
Pomysł na aranżację wnętrz i wystrój pokoi doskonały. Jest
oczywiście nawiązanie do krynickiego prymitywisty - bo całe piętro w
jego malarstwie. Nie dosłownie, bo oryginał wiszący na korytarzu
zbyt wielką byłby pokusą. To zdolni absolwenci szkól artystycznych
umalowali "jak żywe" obrazki z krynickiego deptaku. Na każdym
piętrze inny kierunek malarstwa; są impresjoniści, jest i secesja,
obrazy malowane na całych ścianach od podłogi po sufit jak i małe
miniatury. Raz śpimy w pokoju z Klimtem, innym razem budzimy się
przy "Śniadaniu na trawie". Również ciekawy wnętrzem pensjonat to
Sokolica, gdzie piękna sala kominkowa, lustrzana na konferencje i w
pięknej beżowo-żółtej tonacji pokoje. Wieczorem spacer po deptaku,
akurat konferencja parodniowa szefów uzdrowisk, którzy po owocnych
obradach spieszą na tańce. Ech pobyć tak z tydzień w Krynicy.
Kolejny dzień w Muszynie,
gdzie rynek duży i kawiarnia spora; spragniony wzmocnienia kawowego
skusiłem się na porcję lodów i niesamowicie smakowity widok
podzielonego tortu. Oj, jak słodko w tej Muszynie, wypiłem pół butli
miejscowej wody mocno zmineralizowanej, co podobno na wszystko
pomaga. Zaraz obok wieś Złockie, gdzie największe i najdostojniejsze
SPA czyli hotel 5-cio gwiazdkowy Klimek, zwiedziłem tylko parter,
zaszczycony rozmową z Panią menadżer. Obok kolejne wille i zamek
jakiś bo jakaś taka architektura przepyszna. Odwiedzam jeszcze
znajome gospodarstwa agroturystyczne i jadę do Kamiannej. To 17 km
od Krynicy położona wieś, słynna miodem, barciami i wielką tradycją
pszczelarską. Kilka ośrodków związanych z pszczelarstwem i
apiterapią, oraz piękny pensjonat Ambrozja. Tam przyjęcie niezwykle
miłe, pomimo, że wszystko zajęte jakąś ważną naradą wyjazdową.
Widoki świetne, jedzenie miejscowe. W Kamiannej wszyscy oszczędzają
na ..telefonach (komórkowych). Żadna sieć nie ma tam zasięgu i
zamiast melodyjek ptaszki słychać i pszczoły. Polecam miejscowość
tym co chcę się urwać ze smyczy telefonicznej, a i własna żona nie
wykryje gdzie małżonek miodek spija.
Po emocjach małopolskich czas na zakończenie podróży w Krakowie. W
dawnym domu turysty nocleg 360 zł, w hostelu 10 razy taniej. Hostele
krakowskie, to dawne mieszczańskie pokoje, zamienione na sypialnie z
łóżkami piętrowymi. Np. 3 sypialnie + dwie łazienki i już hostel
cały, a dawniej tylko Dulska z rodziną.
Kraków piękny i gwarny wieczorem. Trafiłem na koncert zespołu "123"
choć równocześnie były i trzy inne w różnych Rynkowych zakamarkach.
To miasto żyje z turystów i ma ich czym zając i zachwycić. W każdej
bramie dwie, trzy kafejki, co zaułek to restauracja, galeria,
kabaret, scenka jakaś no i komisariat też jest. Na Rynku karoce
białe lśniące, myślałem ze ślub jakiej księżnej miejscowej, a to
tylko postój w oczekiwaniu na jazdę z turystami. Warszawskie biedne
dryndy nie umywają się niestety. No i nie uniknę porównania, gdzie
Starówka warszawska zda się prowincjonalną dziurą wobec krakowskich
przepychów i atrakcji. To w Warszawie właśnie pewna Pani dyrektor
wymyśliła mierzenie miejsca pod koniem i dorożką w czasie postoju,
żeby pobrać opłatę ...za zajęcie pasa drogi. Śmieją się wszyscy
serdecznie, burmistrz musiał to odkręcać. Jak widać z Wieży
Mariackiej ..lepiej widać Europę i świat. Najbliższy wyjazd to "Tour
Salon" w Poznaniu. Hotele już zajęte, a mnie się marzy pokój do
wynajęcia przy babci na Jeżycach. |