123@123noclegi.info

NOCLEGI w POLSCE


CENNIK
reklama roczna od 24,40


0 501 153 348
(wpisy)
0 500 438 058 (reklama)

Informator o noclegach w Polsce oraz usługach związanych z turystyką.

 

Dziennik podróży po kraju czyli wakacje przez cały rok.

sierpień 2007

29-30 sierpnia
Kutno, Września
Poznań

Koniec wakacji, to i koniec lata bliski, trzeba jeszcze pojeździć i korzystać ze słoneczka bo takie zdjęcia tylko dobrze się prezentują. Lepsze lekkie zamglenie, ale w naturze, jak doświetlanie programem komputerowym. W ostatni czwartek ruszam na zachód. Umówiony jestem we Wrześni, ale i po drodze miejsc ciekawych kilka, więc najpierw do Kutna. Później się okaże że nieplanowane wizyty lepsze jak te długo planowane i umawiane. Jak mówi piosenka "miła nie bądź taka smutna, pojedziemy wnet do Kutna złączyć nasz los". A Kutno okazuje się miasto ciekawe, które znam tylko z okien pociągu, albo z jazdy obwodnicą. A tu i hotele, i szerokie ulice, i światła, i przejścia wygodne. Hoteli i zajazdów tyle, że każdy znajdzie coś dla siebie i w odpowiednim miejscu. Szczególnie podobał mi się hotel AWIS i zajazd Pod Liskiem (na drodze 702 w kierunku Łodzi). Z Kutna jadę do Wrześni, gdzie ..pokoje gościnne z wyżerką. Najpierw obiad zatem, potem służba. Typowo poznańskie danie "mięso z nitką" czyli zrazy zawijane do tego pyszne malutkie kluseczki. Niebo w gębie, tak się rozmarzyłem, ze jak po 15 dzwonię po "umówionych" adresach wszyscy przekładają spotkania na dzień następny. Jadę zatem do Poznania wygodną i szeroką drogą 92. W Ogrodzie Botanicznym zakwitł właśnie kwiat lotosu, ale tylko do 15:30 można było to zobaczyć. Trudno - Ogród jak zwykle piękny, pyszna kawa w uniwersyteckiej kawiarence z kuzynką, potem rodzinna kolacja na Grunwaldzkiej. Rano znów Września, ciekawy mały hotelik w Centrum (Hotel CITY). W pensjonacie zastanowią się, na pływalni też. Dzwonię do największego hotelu Kosmowski, a tam Pan od reklamy odpowiada mi, że on  nie ma czasu na spotkania. Ha ciekawostka to ogromna dla pracodawcy, że pracownik, który ma za zadanie promowanie hotelu jak się tylko da - żeby zwiększyć liczbę klientów - nie ma czasu (!!!), ani nie pertraktuje, ani nie zbywa zręcznie, jak ma wystarczającą klientelę. Może ten dział w ogóle niepotrzebny w hotelu, bo tyle to i recepcjonistka milej powie. Samo miasto pamiętam słabo z lat dzieciństwa, kiedy bywałem tam u wujka na Żwirki i Wigury lat temu ho ho, albo jeszcze więcej. Z dawnych domów zrobiono cudeńka architektoniczne, dawne koszary poniemieckie i po wojskach radzieckich to teraz piękne baseny z pokojami gościnnymi, domy w rynku i okolicznych ulicach odnowione (secesja), szpital piękny jak pałac - placówki służby zdrowia nie przypomina z daleka. Pogoda psuje się zaczyna kropić, potem przelotne ulewy nawet. Tankuję na ul. Szkolnej w małej prywatnej stacji, gdzie zawsze miło jestem obsłużony. Mogę nawet zostawić samochód na stacji, aby obok w banku sprawdzić czy już są jakieś pieniążki, czy jeszcze muszę czekać. No na pełne tankowanie starczy, kupuję ulubioną kawę Astra i sery. Doskonały nowotomyski ser smażony z kminkiem - nigdzie nie do dostania poza wielkopolską, oraz ser biały wiedeński. No, żeby białym serem się zachwycać? Ale widać można spróbujcie serek "ricotta" z Goliszewa. Jako łasuch muszę się przyznać, że bez placka drożdżowego nie mogłem wyjechać z Poznania (ze śliwką i z wiśnią) no i dwie "szneki z glancem" koniecznie do kawy jak już dojadę. Nie chciałem wracać głównymi drogami, a na pewno nie autostradą, bo mi samochód za dużo na niej pali, jakoś tak sam szybciej jedzie. Z Wrześni jadę na Powidz (jeziora), tam mały postój w rynku - zaglądam do spisu, kto tu noclegów udziela, a wesoły pracownik gminny z taczką i miotłą już mnie ostrzega, - Żebym tylko na tej liście nie był! Czyżby bał się jakiegoś urzędu antykorupcyjnego?
Z Powidza na Anastazewo, potem jadę, jadę i jadę, zachmurzenie pełne, czy na pewno na wschód? W końcu docieram do drogi na Płock. Trudno. Wjeżdżam do Płocka całkiem nowego, skrzyżowania nowe, tablic żadnych. Jadę najpierw prosto potem wieeeelkim łukiem ciągle w lewo, domyślam się ze okrążam kawał miasta - a tablicy gdzie jaki wyjazd na Włocławek choćby "ani du du". Zero, nic, na żadnym słupie - nigdzie. Przypominam sobie że byłem w Płocku kiedyś i pewna miła Pani powiedziała mi, że wyjazd na Warszawę przy stacji benzynowej. Jest skrzyżowanie, można i w lewo, więc jadę - po kilku minutach jazdy jest nareszcie jakiś znak - doga 62 - kierunek Nowy Dwór, Warszawa. Oddycham z ulgą. Pewnie dopiero po remoncie dróg, ale o znakach nikt nie pomyślał. Ilu takich jak ja naiwnych zagubionych, do dziś jeździ w Płocku w kółko. W Warszawie leje. Zaraz wrzesień czas barwy liści zbadać może gdzieś w Sudetach albo gdzie bliżej.

7-20 sierpnia

W Niewodnej baza wypadowa, we Frysztaku pomoc techniczna, w Strzyżowie wysyłam co nieco z Biblioteki Miejskiej. Tak logistycznie usytuowany ruszam w okolicę piękna, zieloną i słoneczną. Najpierw Jasło - widomo pierwszy świeży oddech łapię na stacji benzynowej GROSAR. Tak się cała podkarpacko - małopolska sieć stacji benzynowych nazywa - dwie z niech Jasło i Pilzno prowadzą dodatkowo pokoje gościnne. Kto to widział spać na stacji benzynowej? A jednak można - bo budyneczek z barem pełnym smakowitych dań nie tylko w oddaleniu pewnym, a i taras widokowy nie wychodzi na dalekie dystrybutory, a na łąki, i lasy okoliczne. Stacje wydają karty magnetyczne do zbierania punktów za wszelkie zakupy paliwo, mycie auta i noclegi, katalog dla punktowych zbieraczy obszerniejszy jak u Shell'a czy BP. Jako ciekawostka występuje tu ..wanna narożna, gdzie spokojnie dwie osoby uśmiechnięte, wypić mogą perlistego szampana. Płyn do kąpieli na pewno na stacji się znajdzie. W sporym oddaleniu od Centrum, ale w pięknej okolicy (trasa na Krosno) odwiedzam Zajazd "Pod Goleszem". Czysto, ładnie, wielka sala balowo - konferencyjna, ale i ciekawostka taka - ogród z altanami, skalistym zboczem, alejkami romantycznymi, miejscem do zabaw dla dzieci i szałasem na wieczorne grillowanie. Tak więc zachęta do dłuższego pozostania jest. Z drugiej strony miasta od południa znajdziemy hotel trzygwiazdkowy - MAŁOPOLSKA. Na zdjęciach uwieczniłem wnętrza stylowe, ale bez przesytu. Duża delikatność w architekturze wnętrz, dużo światła i zieleni, dlatego każda salka wnętrza, schody czy bar robią miłe dla oka wrażenie. Jasne że polecam. Zupełnie inny klimat, ale także bardzo przyjazny w gospodarstwie agroturystycznym w Stępinie. Nie dość że pod górą Chełm, którą zdobyć można nie bez trudu, a po drodze w Cieszynie koniecznie zwiedzić trzeba schrony ogromne gdzie Hitler z Mussolinim ...bilety kolejowe wymieniali (do kolekcji).  Rzecz charakterystyczna dla tego regionu - to ..małe wyciągi narciarskie, które rosną tu jak grzyby po deszczu. Wygoda i frajda dla tubylców, a dodatkowy argument dla Gości, żeby i w zimie tu wypoczywać. Dopiero co zamontowali wyciąg w Strzyżowie, teraz nowy w Gogołowie, a i agroturystyka tu na poziomie co najmniej pensjonatowym. Właściciele młodzi z dziećmi, więc doskonale wiedzą, jak zorganizować wypoczynek młodym mamom i ich pociechom. Strzyżów odwiedzam od lat 30-tu, a nigdy jak teraz nie widać tak szybkich zmian. Tam gdzie dawniej domy stare czasem w ruinie nawet, teraz albo dom całkiem nowy, albo bardzo udana rekonstrukcja. Sklepów moc, restauracja Karpacka z tanimi daniami ostała się, tylko słynny PYK zniknął z mapy barów tzw. szybkiej sety pod jako dawno gotowane, lub serek zżółkły. Swojski klimat w atmosferze piwno papierosowej, przestał pasować do eleganckich odnowionych kamieniczek. Skwer jest zawsze zielony i lody tanie niezwykle. Porcja mała 1 zł 30 gr., ale wielkością przypomina warszawską dużą, gdzie cena od 3 zł się zaczyna. Wstydź się stolico. Dwa dni odpoczynku w Niewodnej i jadę znów na południe. W Iwoniczu spotykam po raz pierwszy klienta mojego klienta, co mnie cieszy ogromnie, ale tu wymaga małego wyjaśnienia. Robię zdjęcia domu i właściciela przed miła willą wśród kwiatów i na tarasie, a tu miły Pan z dwoma chłopcami zaczyna rozmowę i okazuje się, że wybrał wypoczynek w tym domu bo reklamę znalazł w portalu 123noclegi.info.
Rymanów należy najpierw objaśnić geograficznie i administracyjnie. Jest miasto Rymanów  i wieś Rymanów, która jest uzdrowiskiem, a między jednym Rymanowem i drugim dla ułatwienia orientacji jest wieś Posada Górna. No i bądź mądry co się gdzie zaczyna i gdzie kończy. Na szczęście ludność miejscowa przyzwyczajona i wszystko chętnie objaśni. Wszystkim łasuchom, żarłokom, a i takim co tylko "małe co nieco" musną czasem - polecam willę SŁONECZNA. Tam i nocleg wygodny i całodzienna jadalnia otwarta dla wszystkich. Zrobiłem nawet zdjęcia kart menu, taki był wielki wybór. Ceny - w dolnej strefie stanów niskich jak to określam za stanem wód. Uliczki główne są tam szerokie, a boczne wąskie niesłychanie, ale bać się niema co, bo kierowcy miejscowi uprzejmi ogromnie i bardzo uważni na to ceperskie jeżdżenie. Nad rzeką stromizna spora, a uliczka tak szeroka, że mogę trawkę zrywać po jej obu stronach nie wysiadając. Jak kto z przeciwka jedzie to o mijaniu mowy nie ma - raczej miły kierowca miejscowy wycofa się zręcznie do najbliższego skrzyżowania też wielkości jak dla krasnoludków. Odwiedzam kilka gospodarstw agroturystycznych, pensjonatów. W jednym gospodarstwie wygody też pensjonatowe a teren tak piękny i bezpieczny dla dzieci, że można przestać na nie uważać (wszystko dokładnie ogrodzone) i spokojnie zająć się ..własnymi myślami. Zamiast usiąść w cieniu o  kontemplować przyrodę z miłym gospodarzem oglądamy najnowszy model fiata, który właśnie znalazł się w salonach.
W Niewodnej święto plonów, wspaniały chór, msza i procesja wokół kościoła św. Anny. Miły ksiądz proboszcz niezwykle skromny zawsze uśmiechnięty. Wieńce w kształcie serc, ksiąg i ..kilkanaście aparatów cyfrowych w akcji. tak tradycja splata się z nowoczesnością. Lubię odwiedzać stary cmentarz, teraz uporządkowany, aż za bardzo, ale to względy praktyczne tak każą. Rano młody kogut przekrzykuje się ze starszym sąsiadem, zawsze to dźwięk milszy jak poranny chrobot włączającej się lodówki w mieście stołecznym.
Kolejna podróż - to Kotań, Świątkowa, Myscowa, Krempna wioski położone w Magurskim Parku Narodowym. Szczególnie miło jedzie się do Krempnej, gdzie droga wije się kilka razy pod wzgórzem i kierowca jak kurczowo trzyma kierownicę, to już nie powinien podziwiać widoków. Dlatego zalecam przejazd dwukrotny za każdym razem odważysz się dalej spojrzeć. Rzeszowska Diecezja ma ciekawy ośrodek gdzie konno można pojeździć, a spanie kosztuje ledwo 20 zł. W Świątkowej można pstrąga złowić samemu w stawie przydomowym albo zaraz podadzą już usmażonego. Na końcu wsi też wyciąg narciarski - rusza po raz pierwszy tej zimy. W Myscowej nie zastaję gospodarzy, ale udaje mi się zrobić zdjęcie jak mama kaczka prowadzi swoje śliczne stadko dróżką, a maluchy defilują 10 cm od psiego nosa, który popatruje spokojnie.
Po Rymanowie - wyprawa do Małopolski. Gorlice, Biecz, Hańczowa, Klimkówka, Uście Gorlickie, Męcina, Szymbark w dwa dni zaledwie. Nocleg w Gorlicach urozmaicony bo pokoje gościnne nazwane imieniem założycieli miasta - położone wysoko wysoko ale nad galerią sztuki. Łazienka jest, gorąca woda też, za to łóżeczko twarde, do tego poranne dzwony wyrzucają z łóżka skutecznie, podobno miejscowi nawet nie zawsze słyszą, a to chyba o 5:30 jak biły. A więc pod prysznic, golenie i jazda wzdłuż rzeki Ropy, a tam podobno ryb moc. Tylko chyba w sandałkach można ją przejść tak sucho. Droga do Wysowej Zdroju ciekawa, bo i osuwisko stoku się zdarza, z lewej koryto rzeki porośnięte lasami. Ośrodków, pokojów moc kązdy znajdzie coś dla siebie, jeszcze przed uzdrowiskiem dwa domu blisko siebie siostry prowadzą z mężami, miłe pokoje i okolica ciekawa (Hańczowa). W tej wiosce wracając odwiedzę Bar "U Romana" gdzie schronisko najtańsze w okolicy, a do tego z internetem bezprzewodowym i sklepem spożywczym dla wygody. W Wysowej piękny Park Zdrojowy, wytwórni wód mineralnych - nieco słonych ale w wielu odmianach i na różne schorzenia. W miejscowym sanatorium zamawiam obiad - taki jak dla wszystkich kuracjuszy. Zupa jarzynowa jak w domowej kuchni bardzo smaczna, ale na drugie pierogi, więc biję się z myślami czy jeszcze dolać z pełnej wazy. Myślałem że talerz pierogów na stół cały, a to dla jednego kuracjusza. Naliczyłem 28, zjadłem wszystkie - doskonałe. Całość z deserem (wielkie ciastko makowe, drożdżowe) i kompotem - 15 zł. Jak pojadę tam się leczyć to powrót już chyba tylko balonem. W drodze powrotnej zaczyna sie pogoda pogarszać, troszkę pada, grzmi, a ja i tak robię jeszcze zdjęcia, które całkiem nieźle wychodzą (Klimkówka i Uście Gorlickie). W Klimkówce piękny widok na jezioro (spiętrzona Ropa) które z chmurami się łączy i wygląda wtedy jak zatoka z której zaraz wypłyniemy w daleki morski rejs. Okolice lesiste, bogate w cerkiewki, ciekawe miejsca i oryginalne budowle. Taki pałac właśnie jak obronna budowla z wieżą spotykam w Męcinie Małej - to agroturystyka OWCZARZÓWKA. Same atrakcje; spanie w wieży, gdzie wchodzi się po kręconych schodach, na dole super nowoczesna kuchnia, za domem ogrodzony plac zabaw dla dzieci gdzie huśtawki i ..basen płytki ale wody pełen do chlapania w sam raz. Gospodarze młodzi mili hodują ...krowy szkockie. Koniecznie zobaczyć trzeba bo beżowo, brązowe z ciekawym futrem, łagodne, przyglądają się gapiom zdziwionym
.

Pędzę szybko jak tylko znaki pozwalają (haha..) po córkę do Rzeszowa, stamtąd w ogromnej ulewie do Samoklęsk, za Duklą, bo tam przyjęcie weselne zaraz będzie, a ja mam sfotografować dekoracje i potrawy jeszcze w dziewiczym stanie. Spieszymy się bo jak już goście wejdą to nic z zamierzonego reportażu. Wjeżdżam pędem na podwórze - jeszcze nie ma młodych, ledwo kilka samochodów. Zdążyliśmy. Potrawy piękne, sala udekorowana w słonecznych barwach, tort piętrowy, białe siedzenia dla młodej pary, stół do toastu na środku parkietu. Zamiast stołu szwedzkiego - wiejski kram ze słomianym daszkiem a pod nim kiełbasy wędzone, boczki krojone, wędlin wszelkich moc, do tego ciast odmian wiele, nawet garniec ze smalcem, słój z ogórkami chrupiącymi, proziaki, a z boku dyskretnie flaszeczki wymyślne z trunkami gatunkowymi, z obcych krajów pewnie. Skończyłem zdjęcia, w tym momencie słyszymy szum, wjeżdżają samochody weselne. Zdążyliśmy w ostatniej chwili. Wychodzimy przez kuchnię - na pożegnanie od miłych właścicieli "szyszka" weselna. Podarunek dla gościa weselnego, czyli wybór ciast w małym pudełku. Bardzo miły zwyczaj. Jeszcze tylko dwa dni na wsi i powrót do Warszawy, spokojną trasą bo przez Lublin. Na radomskiej trasie - mijanki i korki - remont trwa.

15 sierpnia noc

Minęło 10 dni wkrótce sprawozdanie będzie, ale wrażeń tyle, że opisy nużące obiecuję skracać do niewielkiej drzemki. Na razie dostęp do internetu mam równie łatwy jak angaż w Teatrze Wielkim, albo posłowanie w imieniu jedynie słusznej partii. Czyli ..dziękuję, bibliotekom, przyjaciołom wędrowców, za czasową możliwość wysłania czegoś pilnie - w mieście sławnym Strzyżowie i bliskim a wzniosłym Frysztaku. Frysztackim chłopakom (Mateuszowi i Grzegorzowi) informatycznie górującym nad okolicą - po samą stolicę, za pomoc dziękuję. Pod koniec tygodnia wracam choć na chwilę do stolicy, marząc o długotrwałym prysznicu i jeszcze dłuższym i szybszym dostępie do błyskawicznego przesyłania danych.

 5 sierpnia 2007

3 sierpnia, 3 rano a ja już spać nie mogę bo zaraz wyjazd... Piątek więc można by wcześniej, dziewczyny domowe śpią jeszcze, choć same deklarowały, żeby jak najwcześniej. 5 rano ruszamy - kierunek Przemyśl. Najpierw na Lublin, tradycyjnie przez Zakręt, potem obwodnicą lubelską, dobrze oznakowaną łatwo znajduję numer drogi wojewódzkiej na Przemyśl. Z małymi przerwami na odwiedzanie odpowiednich przybytków w co bardziej eleganckich stacjach benzynowych. Oczywiście  BP górą, czysto jak zwykle, bezpłatnie, a do tego w totolotka można zagrać, bo kumulacja 13 milionów pobudza wyobraźnię. Na miejsce dojeżdżamy na 11, bez pośpiechu, z niewielkimi robotami drogowymi na trasie. Kawa i pyszne ciasto w domku na Zasaniu, gdzie w 1915 urodził się mój ojciec. Potem daty na budynkach będę już porównywał do tego roku. Słoneczko miło świeci, bo w całej Polsce deszcz i ochłodzenie poza Podkarpaciem. Do Centrum miasta dowozi nas autobus miejski, ledwo 3 przystanki. Kamienice pięknie odnowione, choć tłumy na ulicach, nie widać fruwających papierów czy puszek na trawnikach. Czystość i dbałość o wizerunek miasta widać choćby nad brzegiem Sanu, gdzie trawka wystrzyżona, a łagodne stoki zachęcają do miłego poleniuchowania. Albo tak dbają, albo nikt pod nogi nic nie rzuca, szok dla warszawiaków. Kamienice wspaniale odnowione, secesyjne ozdoby w pełnej krasie. Kościołów moc i co jeden to piękniejszy i bardziej dostojny historią. Archikatedrę trzeba obejść ze dwa razy, bo z każdego miejsca inna i ciekawsza, a wnętrza, obrazy, grobowce, złocenia cieszą oko i wprowadzają w nastrój powagi i skupienia. Blisko także kościół greko-katolicki ze zbiorem ciekawych ikon, które tylko przez szybę fotografuję - właśnie trwa wielkie sprzątanie.  Nieco dalej uliczką w dół bo piękna fontanna wystrzela w górę a obok ciekawa czworokątna wieża - to Muzeum Fajek i Dzwonów. Przed wejściem faja jak dla Wielkoluda. Po takich wrażeniach trzeba odpocząć - polecano nam lody ponoć najlepsze w Przemyślu. 1 zł 80 gr. kulka, ale jaka duża, a lody faktycznie pyszne. Na wieczór radio zapowiedziało opady i burze, więc jeszcze tylko spacer przez most Orląt Przemyskich, z niego piękne widoki na miasto i rzekę. Chcę sfotografować jeszcze jeden mały kościołek, pomalowany ceglastą farbą, ale nagle drogę zjeżdża mi ogromny samochód z dłużycami (ścięte ogromne pnie chyba sosny?). Patrzę przez wizjer czy nie przejedzie i czytam na drogowskazie - w lewo wyciąg narciarski - w prawo cmentarz wojenny. W końcu zdjęcie robię z takim właśnie natłokiem informacji. Stanowczo za mało, stanowczo za krótko, a miły gospodarz, gdzie przedpołudniowa kawa, jeszcze chce tyle pokazać. Nie ma czasu niestety, bo w planie jeszcze Krasiczyn (zamek) i potem droga na Dynów i Lutczę aby przez Strzyżów do Niewodnej zdążyć przed zmrokiem i przed deszczem. Do Krasiczyna blisko i łatwy dojazd z Przemyśla. Parking pod delikatesami krasiczyńskimi bez skrawka cienia, ale trudno. Najpierw obiad - znajdujemy na tablicy napis Karczma "U MARTY". Na werandzie siostry zakonne z apetytem machają łyżkami, co zachęca do przestudiowania karty oprawionej w skórę. Wnętrze miłe, stoły przyjemne ściany wykładane naklejanym kamieniem, a obramowania drzwi wykończone liną. Zamawiamy zalewajkę. Dobra gęsta zupa, a'la żurek z ziemniakami i kiełbasą. Córka zamawia placki ziemniaczane i surówkę z kapusty pekińskiej. Po dwóch plackach blednie lekko, ja zjadam jeden o trochę dziwnym smaku, bez sosu na sucho, ale z przyprawami. Sałatka niestety z długim blond włosem wraca do kuchni, młody kelner rysikiem wystukał zamówienie, potem pewnie odstukał ów włos nieszczęsny bo sałatki już w rachunku nie będzie. I słusznie, sucha kapusta pokrojona z papryką dość miła koziemu podniebieniu zapewne. Przeproszenia nie doczekawszy zamknąłem się w toalecie, aby podziwiać piękno wystroju, kafelków czar. Do samochodu dochodzę lekko zgięty w pół i dopiero pół butli napoju i coli doprowadza mnie do stanu zapomnienia o placku nieszczęsnym. Pałac w Krasiczynie opisywać mi, a nie wrażenia gastronomiczne. Historia pewnie też miejscami była by inna gdyby zawżdy (!) lepiej karmiono, a może czasem mniej obficie? Pałac piękny, obok w dawnym domu dla służby hotel teraz trzygwiazdkowy. Cztery wieże i podjazd długi jak most na Sanie. Mury odnowione, sgrafitta jak nowe, park piękny i dziewczyna wśród zieleni maluje widoczki na sprzedaż zamkowe. Talent ma, co i na zdjęciu uwieczniam. Czas do rodzinki się zbierać, rzucam więc okiem do atalsu i wychodzi mi, że zaraz będzie za Krasiczynem droga w lewo, kawałek tylko i jestem już na upragnionej - wojewódzkiej 884. Nic z tego jak się okazuje. Za szybko rzuciłem okiem, bo skrót mój kończy się na rzece, a po drugiej stronie ..prom. Czekam aż odbije od brzegu i podpłynie, przewoźnik popatruje na autko i stwierdza - nie da rady. Nie przewiozę, bo stan wody za niski, podjazd z drugiej strony za stromy i zawieszenie można stracić, albo stoczyć się tyłem i d... mokra (kończę w myślach). Zawracamy zatem do Krasiczyna, inna dróżka mała prowadzi przez mostek blaszany na jeden samochód tylko. Ale to ta właściwa, po kilkunastu zakrętach doprowadza nas do drogi właściwej. Jadę wzdłuż Sanu, potem Pogórzem Dynowskim, serpentyny, wzniesienia zakrętów moc i zjazdy dość gwałtowne, czyli droga bardzo urozmaicona. Jeszcze przed Domaradzem zaczyna padać, więc jeszcze wolniej, 5 kilometrów drogą nr 9 i znów na drogę lokalną (989),  aby krócej. Chyba to był Żyznów, bo choć kropiło nie sposób było nie zauważyć, jak zadbane uliczki ma ta wioska. Wzdłuż całej drogi piękne klomby, uporządkowane podjazdy i ciągi kwiatów. Następna to już Godowa, leje coraz mocniej, a wioska długa bardzo. Dojeżdżam do Wisłoka, a tu mostu nie ma. Okazuje się ze jest, ale objazd, po czymś tymczasowym, tylko z daleka straszyły czerwone szlabany końcem jazdy. Już Strzyżów, postój u rodzinki i pyszne pierogi "ruskie", kompot zimny ile dusza zapragnie. Ponieważ lekko się uspokaja, jedziemy dalej do Niewodnej bo jak polna droga namoknie za bardo nie podjadę. Niewodna tym razem "wodna" i to bardzo, dojeżdżam do połowy wzgórza, koła kręcą się w gliniastej ziemi. Koniec jazdy. Z sąsiedniego domu wybiega dwóch chłopaków słysząc ryk silnika i po wycofaniu tyłem w krzaki, wypycha mnie na kierunek właściwy czyli trawnik sąsiada. Następny dzień pada coraz więcej,  leje tak że samochód z błotnych kąpieli już prawie umyty. Odwracam go drugim bokiem do deszczu i wiatru bo jak darmowa myjnia to czemu nie. Okazuje się, ze tym razem umyło za mocno, kable jakieś zamokły i bez racji żadnej światła się świecą, choć nie włączone. Jedyna rada odciąć dopływ prądu od akumulatora. Niedzielne słoneczko wysuszy jak nie to w poniedziałek będę szukał elektryka. Ale jak odpalę to jedzie więc już mamy 5 sierpnia i festyn agroturystyczny w Strzyżowie. Występy, kapele, stoisk moc, pszczoły, konie, nawet osły dwa i struś jeden. Sadzonki wszelkie, ziemniaki w odmianach wielu, kwiaty z bibuły piękne, rzeźby drewniane, ptaszki na wodę ćwierkające i jedzenia wszelkiego moc. Chleby wspaniałe, na liściach dęby pieczone, chałki wszelkie pozwijane, i w słoneczni, i w warkocz, ciasta pyszne, nawet doskonałe krówki z tutejszej ROKSANY rozdają dziewczyny z Banku Spółdzielczego. Miodów dostatek, a zadziwia mnie szczególnie dwukolorowy w jednym słoiku. Najpierw wlewa się jeden spadziowy, a potem jak tamten nieco zastygnie (?), drugi wielokwiatowy. Wygląda ślicznie i jak one się nie zmieszają nie wiem ale do Warszawy pojedzie. Gospodarstw Agroturystycznych mało, ledwo ze trzy, za to producentów żywności moc. Na sery kozie ledwo znajduję miejsce, bo jeszcze piernik i sernik i ciasto przekładane. Najbardziej żal "proziaków", ale to już trzeba drugi żołądek od krasuli pożyczyć. Bardzo udana impreza. Żebym tak nieco zrzucił ten nadmiar kulinarnych wrażeń, szwagier namawia na spacer na Łętownię. Jedziemy pod wyciąg narciarski, orczykowy, teraz nieczynny - wzdłuż którego drewniane schody prowadzą na szczyt góry. Wchodzimy w 4 osoby, ja na końcu, bo po takich posiłkach lepiej jak się stoczę samotnie. 567 stopni. Ten napis przeczytam dopiero za godzinę po zejściu. Pewnie sam bym nie wlazł, ale w sumie schody łagodne, tylko ich okropnie dużo, a ja już dawno w wieżowcu nie mieszkałem. Na końcu schodów niespodzianka - przepiękna panorama Pogórza Strzyżowskiego, widok na miasto i wsie okoliczne, a do tego bar i jeszcze czynny!!! Piwo napoje i coś tam jeszcze, ale już nie sprawdzałem .. trzeba zejść w końcu. Łagodnie nie patrząc wnikliwie na boki, dochodzę do tabliczki zaczynającej wspinaczkę. Szwagier pyta - jeszcze raz? Jak by proponował ..po jednym. Dowcipny. Czuję to w nogach.

Noclegi:  dolnośląskie kujawsko-pomorskie lubelskie lubuskie łódzkie małopolskie mazowieckie, opolskie podkarpackie, podlaskie, pomorskie, śląskie, świętokrzyskie warmińsko-mazurskie wielkopolskie, zachodniopomorskie

         Hotele KRAKÓW          Hotele WARSZAWA          jesteśmy w: DodajStrone.pl

Internet (wpisy, aktualizacje, poprawki): Marek Lewandowski  tel. 0 501 153 348, 0 500 438 058; 022 258 33 12  
Copyright © 2004-2010  M. Lewandowski   http://www.123noclegi.info   123@123noclegi.info     www.123noclegi.pl