123@123noclegi.info

NOCLEGI w POLSCE

CENNIK
reklama roczna od 24,40


 501 153 348
(reklama)
 500 438 058 (reklama)

Informator o noclegach w Polsce oraz usługach związanych z turystyką.

 

Dziennik podróży po kraju czyli wakacje przez cały rok.
Choć to nie jest za bardzo prawda, to jakże miło brzmi
- inaczej mówiąc:  tam i z powrotem. 

maj
druga wyprawa majowa
 

Druga wyprawa majowa to ..łódzkie. Okolice Zalewu Sulejowskiego ale najpierw do Tomaszowa choćby na dzień.. a tam przebudowa drogi i ..jeżdżę w kółko, ale tylko chwilę, bo kierunek już pamiętam z zeszłorocznej wyprawy i bardziej kierując się słońcem jak drogowskazami wyjeżdżam na południe z miasta. Nie mam czasu na Niebieskie Źródła, ale polecam koniecznie, czekają na mnie w Treście. Pierwsi gospodarze i ..proszą na śniadanie, "bom z dalekiej drogi", a ja dopiero półtorej godziny za kółkiem. Miło sympatycznie i wesoło jakbym starych i miłych przyjaciół odwiedzał. Rok ledwo minął, a tu zawsze jakieś zmiany, czyli w agroturystyce myślą bardziej perspektywicznie jak przy remontach dróg w Warszawie i innych miasteczkach. Jeden gospodarz z dumą prezentuje nowy kominek, ba sam chciałbym mieć taki, w drugim gospodarstwie kucyki, tylko wyszczotkować i dzieciarnia
rusza na wycieczkę, w trzecim ogród cudo, jeszcze dopieszczony z obowiązkowym skalniaczkiem. Po Treście, Karolinów, najpierw wnętrza jak w eleganckim hotelu + sala jadalna też z kominkiem to oczywiście agroturystyka, inna propozycja w tej samej wsi to dom pod lasem, gdzie cichy ogród i ..sąsiedzi w dystansie. Ośrodek Wypoczynkowy też jest wśród sosen, jeszcze miły spokój, ptaki dokazują, pies ogromny, znudzony nawet nie sporzy na moje nogawki. Jakoś nie bardzo wyglądam mu na listonosza.
Jadę na drugą stronę Zalewu do Bogusławic. Wieś słynna niegdyś z dużej stadniny i PGR-u po którym niskie zabudowania przy wjeździe do wsi, a i jakiś tam wielbiciel trunków tanich przy drodze siedzi. Stadnina ogierów funkcjonuje nadal i cieszy się podobno dużym powodzeniem. Potem Spała, miejsce mało jeszcze przeze mnie rozpoznane, choć od pierwszej chwili sympatyczne bo głodny byłem okropnie, a tu zaraz przy głównej drodze.. grill płonie kotlety skwierczą - no to karkóweczka i kolacja razem ze spóźnionym obiadem. Smacznie i niedrogo. Miejsce słynne nie z karkóweczki. a siedziby letniej przedwojennych prezydentów i powojennego Centralnego Ośrodka Sportu. Teraz ośrodków tu wszelkich moc, odremontowane, atrakcji wiele a ja śpię.. Śpię w schronisku młodzieżowym Granamar (jeśli nazwy nie pomyliłem) pokoje skromne, ale łazienka z ciepłą wodą, prysznicem i telewizor w pokoju - kto to widział w tanim schronisku - takie teraz czasy. Miło i tanio. Nawet wycieczka wesoła dziatwy szkolnej po 22 padła zmęczona i noc spokojna. Odwiedzam następnego dnia Zakościele gdzie zawsze milo można porozmawiać z sołtysem, który piękny dom prowadzi jako agroturystyczny wypoczynek. I tu komputery, telewizja satelitarna jak na porządną wieś przystało, a i radio "Szarotka" jako eksponat domowego muzeum przydaje blasku przy telewizji "n". Dla młodszych słuchaczy potrzebne jest wyjaśnienie, że "Szarotka" to pierwsze polskie radio tranzystorowe, wielkości sporej damskiej torebki. Ale noszone bywało kiedyś dumnie na ramieniu, a dziś to eksponat z czasów PRL-u.
Żeby nie tracić czasu na dojazdy z łódzkiego do Warszawy - jadę od razu w świętokrzyskie - bo to przecież po drodze (w zasadzie). Najpierw do Buska Zdroju gdzie coraz więcej pensjonatów się reklamuje, a i przyjaznych gospodarzy nie brak - w propozycjach noclegu mogłem wybierać..
Na Bajkowej najprzyjemniej bo choć w sercu uzdrowiska, ale jakby nieco na uboczu. Park zdrojowy bez zmian, a tuż obok, niby skromny, a w sumie dość obszerny pensjonat Gosia. Oddalony od ulicy, ale to chyba 20 - 30 metrów i ma to małe znaczenie, bo i na niej ruch niewielki (zamknięta część spora dla ruchu kołowego). Pokoiki z uroczymi balkonikami, jasne, śliczne, czyste bardzo mi się podobało, z usług miłej Pani kosmetyczki też można skorzystać jak ktoś lubi. Ja bym tam poszedł obok zaraz na piwo zimne z beczki i rybę. Inna spokojna ulica - z drugiej strony Parku Zdrojowego to ul. Kusocińskiego, gdzie ośrodek sportowy i podobno w tenisa też można pograć, a w każdej willi prawie - pokoje gościnne. Same sympatyczne bo i Ula, i Elżbieta, a za nimi Ewusia.  Właściciele nadają imiona dziewcząt od ukochanych córek, albo wnucząt. Pod 4-ką oprowadza mnie i pozuje do zdjęć 4-letnia rezolutna dziewczynka. Od razu zdjęcia zyskują przez radosny uśmiech dziecka.
Inne zdjęcia zupełnie robię następnego dnia, po wizycie w ośrodku hipoterapii w Wolicy, to rezerwat skalno-stepowy "Skorocice". Oczywiście jeszcze nie miałem czasu jeszcze zdjęć wkleić - jako ciekawostki z okolic Buska. Ale warto tu zajrzeć. Spacer najwyżej na godzinkę - jest to jak się doczytałem na zaniedbanej nieco tablicy: wąwóz krasowy powstały w podłożu gipsowym. Rwać nic nie wolno bo i po co, a wąwóz bardzo ciekawy i roślinność taka jak: wężymord stepowy, miłek wiosenny, śniedek cienkolistny, zawilec wielokwiatowy, a i gęsiówka uszkowata ma się tu trafiać, jak i sierpik różnolistny, jaskier iliryjski czy przetaczniki wczesny.
Idealne nazwy na pseudonimy niektórych polityków, ale my się na polityce nie znamy i nie będziemy się znać, bo są weselsze zajęcia choć mniej dochodowe. W każdym razie wędrując tym wąwozem co chwilę jakiś blask spod nóg albo ze ścian pociętych warstwowo. No i jak kryształy - kamienie rożne, zbierać można, jeden wożę ze sobą do tej pory na szczęście, ale malutki, więc jak to zabytek Europejski to zaraz oddam i na miejsce odwiozę. Liczne jamy chyba po potokach jakiś, bo złota tu raczej brak, ale i butelka po napoju znanym tylko jedna jak na taki obszar duży, to ewenement.
W Busku odwiedzam jeszcze Zamek Deresława, nie dość że kawiarni ma ze 3, to jeszcze historię ciekawą. Jeszcze tylko skok do Wiślicy, gdzie w "domu nad łąkami" kotki małe - właśnie na świat przyszły, a z okien cudne widoki; albo na historię dawną, albo na łąki bezkresne i zielone. Koniec podróży to Stopnica. Zapisałem sobie, ze mam odwiedzić gospodarstwo agroturystyczne szukam i szukam, a to Zajazd Mateo - z pięknym podjazdem, schodami w marmurach, żelazem kute bariery, winda szybkobieżna i .. nalewka na śliwce Damacha - podobno przecudnej przedwojennej urody, ale nie dostąpiłem zaszczytu z powodu przepisów drogowych. Kierowcy piją czasem też, ale raczej niechętnie. Sale takie że tylko siadać i zamawiać, ale najpierw rączki umyć, bo czysto tu niesłychanie, a wnętrza eleganckie niezwykle. Dekoracje ciekawe bardzo pasujące do wystroju, ogólne wrażenie szalenie przyjazne. Kuchni nie próbowałem ale niech ja tam jeszcze raz wpadnę .. a łoża jakie szerokie, nic tylko ..pomarzyć aby kiedyś w swoim domku jakieś takie zamontować i pospać nareszcie .. w poprzek.

maj
pierwsza dekada
 

W tym roku to pierwsza dopiero wyprawa, ale za to jadę na piękne, spokojne i gościnne Podlasie. Tradycyjnie wyjazd rankiem co zawsze daje satysfakcję, oni wszyscy w korkach do stolicy, a ja ..uciekam - w siną dal. Czyli jeszcze w miarę płynnie przejeżdżam Aleją Solidarności bo już za pół godziny.. całodzienne czekanie na wrzucenie drugiego biegu. Jeden pas ruchu, aż do szpitala albo do niedźwiedzi (ZOO). Tankuję na stacji JET, co podobno przeszła do firmy Łukoil, a i tak taniej jak na jakiejkolwiek Orlenu. Mijam Radzymin, Wyszków i z obwodnicy Ostrowi Mazowieckiej na wiadukt, który kieruje mnie na drogę 677 prosto do Łomży. Droga już częściowo remontowana, czyli z okropności zeszłorocznych można odjąć 20 %. W Łomży bez zmian. Co drugi samochód, posuwa się powoli, czasem nawet chyłkiem, wszystkie z literą "L". Szkolą się wszyscy, choć najmniej tablic miejscowych. Oddycham z ulgą po minięciu stadionu piłkarskiego, już Piątnica i droga na Wiznę. Najpierw odwiedzam Pana Ptaszyńskiego, rozkochanego w nadbiebrzańskiej przyrodzie. Tym razem przeglądamy album zdjęć poświęcony wyłącznie batalionom. Ten ptaszek brodzący prawie w zaniku gdzie indziej, tu na bagnach Biebrzy jeszcze przylatuje zakładać gniazda. Stąd miłośnicy tego ptaszka czatują już od marca w okolicznych mokradłach z aparatami. Podobno na 300 zdjęć można uznać 2-3 za udane, tak ostre są kryteria zawodowców od fotografowania tych ptaków. Miła, nieco, senna miejscowość, z parkiem zamiast rynku, co jest tylko zaletą. Bohaterem Wizny jest kapitan Ragnis, bohaterski obrońca odcinka w 1939 roku. Temu bohaterowi wojennemu poświęcony jest też kącik u Pana Ptaszyńskiego. Odwiedzając Wiznę i podglądając ptaki natkniemy się na szańce obronne i ciekawe historie tej ziemi. Z Wizny do Sulina tylko krok a tam, u Państwa Nadolnych już nie gospodarstwo agroturystyczne, a piękny pensjonat z salami do bankietów i przyjęć. Nic dziwnego, że koczują tu Anglicy i tłumaczą: Ela - Wizna, czyli gospodyni pojechała, ale zaraz wróci. Wracam na zachód kilka kilometrów, żeby odwiedzić Olszyny - Kolonię. U Państwa Rydlów wyżerka wspaniała z zaskoczenia prawie. Na pytanie czy lubię rybę, odpowiadam twierdząco i zaraz wjeżdża ogromny półmisek; ryba w jarzynach czyli "po grecku", a do tego tak tylko do spróbowania, półmisek drugi z szyneczką, kiełbaską, salcesonem i pasztetem.. ta tylko, do spróbowania. No i jak tu "trzymać linię"? Umówiłem się w południe w Łomży, więc zawracam z powrotem. Najpierw spotkanie w hotelu Gromady, elegancki kolos pięknie położony na skarpie z widokami hen daleko na Narew, choć architektonicznie nieco w stylu końca lat 70-tych.
W pobliskiej Piątnicy miłe spotkanie w hotelu Baranowski. Obsługa młoda i bardzo sympatyczna, z uroczą szefową hotelu kontakt prawie natychmiastowy. Wszyscy przy komputerach, kilkoma stuknięciami sprawdzają moje opowieści o portalu 123noclegi, co przekłada się na szybkie ustalenie nowej reklamy dla hotelu. Wnętrza ciekawe, oberża "Pod czarnym baranem" cała w uprzężach, starych naczyniach i sprzętach gospodarskich.
Z Piątnicy czas na Goniądz, ale ja nikogo nie goniąc, jadę jeszcze do "Mamuciej Doliny". Wieś Szostaki się nazywa, a Pan Marek szef i właściciel właśnie umawia się z ornitologami, którzy chcą tu mieć kwaterę na dni parę. Można wynająć osobne domki, nikt nikomu nie przeszkadza, a przez lunetę sam rok temu łosie podglądałem.
Dzień się kończy czas na odpoczynek w gościnnym domu Pani Ani Okulczyk w Goniądzu. Mam tu nocleg w pokoju z balkonem, obok łazienka z wanną ogromną - woda gorąca, żyć nie umierać. Po południu uczestniczę w zebraniu Stowarzyszenia Agroturystycznego, gdzie przysłuchuję się planom wyjazdowym na najbliższy niedzielny jarmark agroturystyczny. Podział pracy na miejscu; kto zabiera pierogi, kiełbasa swojska, ogórki, nalewka miejscowa i inne smakołyki, wyplatane koszyki także. Gmina zapewnia transport tam i z powrotem - tak dba się o promocję regionu.
Po zebraniu odwiedzamy samodzielny dom, który czeka na Gości w Łazach - Koloni, pomiędzy Goniądzem i Osowcem - Twierdzą (fortyfikacje carskie z XIX wieku). Jedzie się do tej sadyby drogą gruntową przez las, aby po chwili znaleźć się na polanie gdzie piękny stylowy dom. W nim meble i wystrój jak z dawnych domów wiejskich, ale nie jest to skansen, a fajny 5-cio pokojowy domek który cały można wynająć i cieszyć się oddaleniem od ludzi, choć do Dyrekcji Biebrzańskiego Parku Narodowego tylko 1,5 km. Na miejscu rowery, a jak trzeba to i jedzenie mili gospodarze dowiozą. Jedyna stodoła jaką widziałem, gdzie można palić ognisko - na kamiennym kręgu palenisko, a nad ogniem ogromny okap blaszany, że iskierka się nie przemknie, wokół stare sprzęty gospodarskie, ogromne stoły do biesiadowania w każdą pogodę. Podobno w pobliżu w podobnej siedzibie kabaret Mumio wypoczywa, przygotowując zapewne nowe numery.
Rano skromne śniadanko czeka na mnie w jadalni: ser pyszny biały, miód, masełko, półmisek wędlin, bułeczki miejscowe, chleb, cudowne chrupiące ogórki kwaszone, a na deser wiadomo sękacz. No i jak tu jechać dalej?
Następne spotkanie w centrum Goniądza, a właściwie tuż obok rynku, a ruch tam taki, że jeden samochód przejedzie co 15 minut a i tego nie słychać bo pokoje wychodzą na piękny ogród. Po krótkiej wizycie, jadę do wsi Dawidowizna. U Pani Marianny Kramkowskiej jestem chyba po raz trzeci, za każdym razem jakieś zmiany. Dom, albo rezydencja raczej otynkowane na nowo, pokoje z nowym wystrojem wszystko w pięknym drewnie, zieleń i kwiaty wokół. Odbiera mnie stamtąd sam Pan sołtys, który ma kolejny numer we wsi, ale dojechać trzeba z półtora kilometra - zupełnie jak na niektórych warszawskich osiedlach. Obrazek piękny po drodze podziwiam - traktor ciągnie pług, a za nim bocianów chyba ze 20, szukają smakołyków, za to od aparatu usuwają się. Zdjęcia można robić ale tylko w locie. Zupełnie jak niektórym dostojnym politykom. Domek wiejski uroczy, a w stodole pokoje także i to z kuchnią i łazienką. Wolę mieszkać w stodole, ale kiedy.. Po miłym omówieniu spraw ważnych i istotnych, oglądamy jak się bociany kłócą, bo gospodarski bocian musiał nakrzyczeć na intruza co go z gniazda chciał przepłoszyć. Miły gospodarz na drogę zaopatrzył mnie w pierogi i nalewkę, którą zowią tutaj "dziobnięcie bociana". Faktycznie gorące dziobnięcie, co stwierdzam dopiero wieczorem.
Wracam przez Zucielec fajną wioskę co się na trzy wsie składa razem z Trzciannem (gmina) i Zubolem. Potem Gugny już w samym sercu Biebrzańskiego Parku Narodowego i Dobarz, gdzie piękny dwór z ogromną stylową karczmą.
Szef Dobarza, sam kopie w ogrodzie, oczka wodne zakłada, ciągle coś ulepsza. Zbiór starych maszyn do szycia w puszczy też robi wrażenie, a wszystko do siebie pasuje idealnie razem z radioodbiornikami z wczesnego PRL-u.
Chmury ciemne nadciągają, straszyli deszczem - więc wracam do Warszawy. Chcę inną trasą jak dojechałem i w końcu nomen omen jadę krętą drogą na Knyszyn przez wieś Stare Bajki, i jak w bajce ląduję w Tykocinie, gdzie bruki średniowieczne przyprawiają mnie o stan przedzawałowy. Samochodzik wiekowy i okropnie nie lubi takich nawierzchni. Jak już widzę tablicę - Warszawa, nie zastanawiam się i białostocką trasą jadę spokojnie ku domowi. Bez korków i stresów, ale do czasu. Ledwo dojeżdżam przed godzinami szczytu do warszawskiego Zacisza, już wlokę się na pierwszym biegu, przez Wisłę, na palcu Bankowym jakby lepiej nareszcie, ale temperatura oleju w sam raz do pierogów w bagażniku. Pierogi degustuję wieczorem, ciasto idealne, mięsko bez dodatków uszlachetniających jak to bywa w warszawskiej garmażerce. Od wtorku ruszam nad Zalew Sulejowski, potem Busko-Zdrój. Samochodziku mój - wytrzymaj jeszcze te drobne kilka tysięcy w tym sezonie.  Piękny mamy kraj i ludzie ciekawi, wystarczy życzliwie i serdecznie porozmawiać.

Noclegi:  dolnośląskie kujawsko-pomorskie lubelskie lubuskie łódzkie małopolskie mazowieckie, opolskie podkarpackie, podlaskie, pomorskie, śląskie, świętokrzyskie warmińsko-mazurskie wielkopolskie, zachodniopomorskie

         Hotele w Polsce         Hotele WARSZAWA          jesteśmy w: DodajStrone.pl

Internet (reklama, aktualizacje): Marek Lewandowski  tel.  501 153 348,  500 438 058; 22 258 33 12  
Copyright © 2001-2015  M. Lewandowski   http://www.123noclegi.info   123@123noclegi.info     www.123noclegi.pl